news | o nas | galerie & relacje | nasze wyprawy | tramping | stopnie | sprawno¶ci | symbolika | gry & zabawy | piosenki | kontakt | forum

Zielony Beret, maj 2004

strona 1/1

|

Naszej drużynie od 14 lat towarzyszy zielony beret. Jest to, jak wiadomo wtajemniczonym, 24 godzinny wypad od mamusi "gdzieÂ?". I nie chodzi tu o łażenie po pizzeriach i klubach tylko o wykonywanie zadań (mówiÂ?c w skrócie) bardzo, ale to bardzo trudnych a zarazem niebezpiecznych. Od 4 lat drużyna, co do beretów, stanęła w miejscu. Powiem więcej, cofnęła się pod tym względem. Nikomu nie udało się przetrwać nawet 10 godzin. PróbujÂ?c to w jakiÂ? sposób zmienić Wojtek postanowił zorganizować kolejnÂ? edycje beretu. Do stałej ekipy - Radek, Mułek, Paweł S, Paweł M. dołÂ?czyłem ja, kogut, Ewa i Piotrek z 10 GDH "Huzar".
18.00 - godzina spotkania przed szkołÂ?. Wszyscy gotowi i zapaleni. Pierwsze doÂ?ć łatwe zadanie - dojechać do portu lotniczego. Po niezmiernie wyczerpujÂ?cej jeĽdzie autobusem (dodam że jechaliÂ?my jakieÂ? 10-15 minut) byliÂ?my u celu. Tam pamiÂ?tkowe zdjęcie (jeszcze wszyscy uÂ?miechnięci) i drugie zadanie - przebiec 4 kilosy w max 20 minut. No i tutaj Ewa mułek i taki jeden goÂ?ciu spoza drużyny odpadli (a mułek to niby taki wyciskacz i w ogóle....). Potem pociÂ?giem do Rutek. Tam mały test na inteligencję. Potem pontowanie pomponów... pompowanie pontonów znaczy się ;) i spływ wyżej wymienionymi "żaglowcami" w górę Raduni. Cali moksi i zrezygnowani szliÂ?my jakieÂ? 2 kilometery targajÂ?c za sobÂ? pontony. DocierajÂ?c do samochodu dostaliÂ?my suche kombinezony i troszkę czekolady. (Zapomniałem dodać ze przy pompowaniu Wojtek w ramach opieki nad biednymi harcerzami zabrał nam wszystko prócz ubrań). Po zjedzeniu "obiadu" cali nasyceni kawałkiem czekolady ruszyliÂ?my do jakieÂ? wioski z mapÂ?. Ja szedłem z Kogutem, Paweł M. sam, i Radek z Pawłem S. To zadanie bez problemu wykonali wszyscy... prócz Radka i Pawła którzy "nie usłyszeli" gdzie majÂ? dojÂ?ć Tam mała awaria samochodu i Wojtek musiał się na chwilkę wrócić do Gdańska. MY (znaczy się Paweł M., Kogut i ja) w tym czasie dostaliÂ?my każdy... uwaga... aż pół chleba!!!!. Po tym dobroczynnym ruchu udaliÂ?my się na plażę. Tam ćwiczenie i jeszcze raz ćwiczenia. Pompki w wodzie, bieganie po wydmach i dużo biegania po piasku. Każdy twardo zaciskał zęby i jakoÂ? przeżył. Po tym 10 kilometrowy marsz przez plażę z pontonem. Niestety już bez Koguta. Zrezygnował. Zostały dwa Pawły (w tym ja), najstarszy i najmłodszy uczestnik beretu. Po przejÂ?ciu cali zmęczeni dostaliÂ?my wodę. Beret się skończył. Jeszcze tylko 10 minut pzemyÂ?leń Wojtka i udało się. ZdaliÂ?my.

Paweł Szajrych

Copyright by Wojciech Murawski