news | o nas | galerie & relacje | nasze wyprawy | tramping | stopnie | sprawno禼i | symbolika | gry & zabawy | piosenki | kontakt | forum

Ob贸z letni Wygonin 2003,

strona 1/2

| nast阷na strona

21 czerwca pojechaliśmy bardzo, bardzo, bardzo ładnym autokarem do Wygonina. Jechaliśmy około godziny. Jedyną osobą kt贸rą znałem był Michał (BARDZIEJ ZNANY JAKO KOGUT). W połowie drogi dw贸ch nieznanych, małych koleg贸w zaczęło kurzyć uderzając w siedzenia. Od tego strasznego kurzu spuchły mi oczy. Najpierw przez pomyłkę wjechaliśmy do ośrodka wczas贸w dziecięcych, gdzie był ogromny plac zabaw. Wszyscy się ucieszyli, bo myśleli, że to już koniec trasy, lecz okazało się, że to pomyłka - pojechaliśmy dalej. Wjechaliśmy na teren jakiejś starej budy, na kt贸rej był dach z materiału dawno, dawno, dawno temu wycofanego z produkcji. Wszyscy zaczęli się nabijać ze starego domu, że nawet nie ma kibla. Wysiedliśmy z bardzo, bardzo, bardzo ładnego autokaru i zajęliśmy dwa pokoje z ł贸żkami dwupiętrowymi, całymi zrobionymi z metalowych rur pomalowanych na zielono. Kadra była taka sobie fajna.
Każdego dnia o 8.30 budził nas MUŁEK (pan oboźny). Najpierw była rozgrzewka potem śniadanie, pilot, trening kung-fu, obiad, cisza poobiednia, godzina wolnego czasu, trening kung-fu, kolacja, jakieś rozgrywki, kominek i spanie.
W środku obozu był chrzest, na kt贸rym lali nas zimną wodą z jeziora, kazali nam jeść jakąś kupę i pić zmieszaną oranżadę z kran贸wką, jezioranką i solą. Na całym obozie były 24 osoby. Wszyscy byli podzieleni na zastępy, były dwa zastępy dzikus贸w i dwa rozbitk贸w. Zastęp m贸j i Koguta nazywał się KRWAWE KŁY i byliśmy dzikusami.
Nasz zastęp liczył 6 os贸b : Michał, Maciek, Robert, Dominik, ja i ktoś jeszcze, tylko zapomniałem jak miał na imię.
Pod koniec obozu był trening kung-fu, na kt贸rym każdy miał zastosować kilka kop贸w.
Po 9 dniach był koniec obozu. Pojechaliśmy autokarem do domu.
Ten ob贸z bardzo mi się podobał.

Piotr "Arczyn" Arczyński

Copyright by Wojciech Murawski