|
Macierzysta Akademia Kszta³cenia, Kurs Dru¿ynowych Harcerskich, Olpuch 2003,
strona 1/1
|
Była godzina 11 rano. Lekko spóĽniony
podÂ?żałem w stronę Domu Harcerza. Wyszedłem zza rogu ulicy i ujrzałem
dużÂ? grupę harcerzy. "To z nimi mam spędzić najbliższe dwa
tygodnie. Ciekawe jak będzie?" â?? pomyÂ?lałem. Moja przygoda
z Makiem zaczęła się.
PoczÂ?tek przypominał trochę selekcję. Odczytano nam nasze prawa,
kazano podpisać się pod nimi i dopiero można było wsiÂ?Â?ć do autokaru.
Do Olpucha jechało się koło godziny. Podekscytowany wyjazdem nie
zauważyłem jak ten czas szybko minÂ?ł. Wysadzono nas we wsi, około
kilometra od obozowiska. Naszym pierwszym zadaniem było podzielić
się na zastępy. Służyły do tego specjalne puzzle. Mój zastęp odnalazł
się jako jeden z pierwszych. Teraz musieliÂ?my zwiÂ?zani dojÂ?ć do
bazy. Po drodze wymyÂ?laliÂ?my nazwę i obrzędowoÂ?ć. Już wtedy wiedziałem,
że nasz zastęp będzie najlepszy. Tak też było. NazwaliÂ?my się "Kije",
każdy z nas miał własnego kija z wystruganym imieniem i swojÂ? funkcję
w grupie. Komendantem był zastępowy â??Złoty, Z-cÂ?- Ek, kronikarzem-
Orzech, Ja- kwatermasterem, a Paweł -nie pamiętam kim.
Pierwsze dni upłynęły pod znakiem pionierki i stawiania obozu. Roboty
było dla każdego. Kolejne dni to zajęcia, wykłady i ogniska. Całe
"Nasze Mafeking", bo tak nazywał się obóz, było jednÂ?
zgranÂ? grupÂ? harcerzy. Nikt nie był lepszy czy gorszy, wszyscy równi.
Na zajęciach dowiadywaliÂ?my się o wielu niezbędnych rzeczach potrzebnych
do założenia i prowadzenia drużyny. UczyliÂ?my się jak organizować
obozy, biwaki i jak robić ciekawe, uczÂ?ce zbiórki wraz z konspektami
do nich. Pokazano jak obchodzić się z kwitami KP i całÂ? masÂ? innych
(zbędnych) wytworów biurokracji. Oprócz tego zapoznano nas z całÂ?
masÂ? przeróżnych regulaminów (w tym nowych stopni) i założeniami
programowymi GK "Barwy PrzyszłoÂ?ci" (nie do końca mnie
przekonał). Prawie każdy dzień podsumowywało ognisko lub Â?wiecowisko.
Często bywało też tak, że na te pierwsze zaproszeni byli rosyjscy
i niemieccy scouci, także obozujÂ?cy w Olpuchu. Mimo dzielÂ?cej nas
bariery językowej i kulturowej wszyscy Â?wietnie się bawili.
Dni mijały bardzo szybko i nieubłaganie zbliżał się koniec obozu.
Ostatni dzień dla niektórych był wielkim rozczarowaniem, dla innych
spełnieniem marzeń, a dla jeszcze innych potwierdzeniem swojej wiedzy.
I mimo tego, że jedni płakali ze szczęÂ?cia, jedni z żalu (bo np.
nie uzyskali patentu) sÂ?dzę, że wszyscy będÂ? wspominali ten obóz
z radosnym uÂ?miechem na twarzy.
Radek Hanula
|