news | o nas | galerie & relacje | nasze wyprawy | tramping | stopnie | sprawności | symbolika | gry & zabawy | piosenki | kontakt | forum

Śnieźysko & geocaching; Szymbark; grudzień 2008

strona 1/1

|

Po przyjechaniu na miejsce pierwszej grupy okazało się, że z garnków do gotowania to jest... patelnia. Na całe szczęście, część osób zatrzymały różne pilne sprawy (czytaj: wstawanie w sobotę po świętach na pociąg o 8 rano nie wszystkim wydało się doskonałym pomysłem) więc udało się wyciągnąć z czeluści kuchennych kredensów co większe statki. Przy okazji pierwszego ciepłego posiłku okazało się, że sprawność kuchcika jest dla niektórych osób, w zasadzie, poza zasięgiem :mrgreen: Menu, zwłaszcza obiadowe, okazało się nad wyraz urozmaicone, a dla niektórych, nawet podejrzane (cytat: "wygląda to tak, że nawet nie będę próbował próbować"). Jednakże sajgonki bez papieru ryżowego, toskańska zupa fasolowa z chlebem (ribollita), czy też smażone filety pangi z surówką i ziemniakami większości przypadły do gustu. Kuchnia miała sporą powierzchnię, tak więc bałaganić było gdzie, ale rury jakby o większej przepustowości niż ostatnio, więc obyło się bez specjalnych ekscesów. W przytomności dnia udało nam się rozegrać dwie gry terenowe: Matrix - dzielni wojownicy Syjonu mieli za zadanie odnaleźć tajny kod ukryty w różnych miejscach wirtualnego świata (a oznaczone były na mapie) w czym przeszkadzali im Agenci Smith, a pomagała dzielna Wyrocznia. Oczywiście istniała też Centrala i możliwość wyjścia z Matrixa przy pomocy telefonu komórkowego. Przetrwać grę i odnaleźć kod udało się czterem osobom (psełdonimy artystyczne to: Krycha, Milan, Biały, Major). Drugą grą było poszukiwanie zaginionej aparatury do bliżej nieokreślonej produkcji elementów radioaktywnych. Aby ją odnaleźć należało poruszać się zgodnie z koordynatami geograficznymi (GPS był tu znakomitą pomocą) podawanymi sukcesywnie z centrali oraz skutecznie zwalczyć terrorystyczną partyzantkę operującą w rejonie zrzutu aparatury. Po przemierzeniu licznych, a czasem dość dziwnych miejsc i spędzeniu całego dnia na tak zwanym świeżym powietrzu dwom (z sześciu) grupom udało się przejąć poszukiwany sprzęt i szczęśliwie dotrzeć z nim do bazy. Przy okazji część grup miała okazję spotkać się z jakże bardzo, w tym momencie, otaczającą nas przyrodą. (cytat: "To w Waszym stylu, że ten punkt jest na środku rowu melioracyjnego"). Odbyły się także dwie gry nocne (to znaczy takie już po zmierzchu, a niekoniecznie o bardzo późnej porze). Pierwsza tyczyła akcji ratunkowej. Gdzieś w lesie cztery osoby (raczej młode wiekiem) się zgubiły. Na szczęście miały przy sobie: telefon komórkowy, radiostację i prosty model GPS. W teren wyruszyły grupy ratunkowe, wyposażone w telefony komórkowe oraz radiostacje lub gps-y. Centrum Kryzysowe działające w bazie starało się naprowadzić grupy poszukiwawcze na rozbitków (ci ostatni utrudniali działanie poruszając się po terenie). Najskuteczniejsza okazała się grupa z krótkofalówką, jednakże, niejako na otarcie łez, grupa z gps miała okazję własnoręcznie głaskać łosia w zagrodzie :lol: Zagubione dzieciątka zostały szczęśliwie doprowadzone do bazy, a i grupy poszukiwawcze szczęśliwie dotarły do bazy. Druga: Wszyscy podzielili się na trzy drużyny, każda drużyna liczyła 4 lub 5 osób.Każda drużyna miała bazę, a w bazię kartkę i długopis. 2 osoby z każdej drużyny dostawały latarki i broniły bazy (aby kogoś pokonać trzeba było w niego poświecić latarką). Pozostałe 2 (lub 3) osoby atakowały inne bazy, a więc podkradały się do bazy drużyny przeciwnej i wpisywały na kartkę. Gdy ktoś poświecił na ciebie latarką, musiałeś uczciwie (czego Krycha oczywiście nie robił ;P) wpisać się u takiej dziewczyny na kartce. akapit autorstwa Michała K. Ponadto odbył się wykład prowadzony przez pwd. Macieja "Majora" Wesołowskiego na temat nawigacji GPS i gecachingu połączony z praktycznym wykorzystaniem nabytej wiedzy. Niestety umknęła przez przypadek część o mapach wykorzysywanych na komputerach (OziExplorer i MapSource). Niewątpliwie, w przyszłości, będziemy dążyć do doskonałości :D Dh. Paweł przeprowadził elementy szkolenia S.E.R.E. (Survival, Evasion, Resistance and Escape) zarówno poprzez wykład teoretyczny jak i praktyczne zajęcia w terenie. (Paweł jest studentem AMW i przeszedł takie szkolenie prowadzone przez członków FORMOZY). Oprócz tego filmy, zarówno te kręcone jak i te oglądane, nocne wyprawy na Wierzycę (co akurat zostało uwiecznione na zdjęciach), specyficzny kurs makijażu (nie wiem czemu, ale tylko panowie wzięli w nim udział), wszechtelewizyjny turniej piosenki różnej (oj przydałaby się taka grupa testowa na kursach drużynowych, żeby mogli kursanci próbować swoje pomysły), trochę sportu na hali (nie wiedzieć czemu była podłączona do alarmu i o 21 już zamknięta), niektórym zdarzało się w nocy zgubić materac na którym spali, a w czasie alarmu zabrakło sztrumu. Na biwaku, pomimo prawie 40 osób, nie było oboźnego, a śniadania rozpoczynały się o 10. Pomimo to udało się zrealizować całkiem bogaty program. Wszystkim uczestnikom serdecznie dziękuję za wspólny wyjazd.

Copyright by Wojciech Murawski