|
Biwak wsp贸lny ze szczepem Wilki, Leśna Huta, październik 2006
strona 1/1
|
A oto filmiki z wieczoru kabaretowego:
- mucha
- podsumowanie
- kajaki część 1
- kajaki część 2
- kajaki część 3
- mortal combat
-
pokaz mody
W piątek około siedemnastej spotkaliśmy się na dworcu PKP we Wrzeszczu. Wojtek podzielił nas na grupki i wsiedliśmy do pociągu. Podczas podr贸ży mieliśmy przesiadkę podczas kt贸rej musieliśmy porobić pompki. Coś około dwudziestej dojechaliśmy do Leśnej Huty i dostaliśmy pierwsze zadanie. Musieliśmy, ze związanymi plecakami, nie zakładając ich na plecy, po ciemku, przejść 4 kilometry do bazy. Jakoś się to udało. Pomimo wyrzucenia z mojego plecaka około 3 litr贸w wody nasza drużyna (ze mną na czole) dotarła jako druga.
Niestety, częściowo przeze mnie, nasza ekipa musiała zrobić kolację (były smakowite kanapki). Po posiłku oglądnęliśmy jakiś film (nie pamiętam tytułu bo zasnąłem na początku jak większość uczestnik贸w wyjazdu) kiedy nagle rozległ się gwizdek Wojtka (druha oboźnego). biały oczywiście ma jakieś majaki po drodze jeszcze była cisza nocna trwająca aż dwie godziny (przyp. red.) Musieliśmy w chyba dziesięć os贸b wejść do jego Patrola. Samoch贸d wywi贸zł nas w r贸żne punkty i mieliśmy dojść do bazy nie draśnięci przez kulkę od paintballa. Niestety Turbanowi i mi, przez jego jasno niebieską bluzę, nie udało się nie dostać kulki od boczusia. Potem role się zamieniły i była beka bo nasza zwierzyna nie przychodziła już mieliśmy wr贸cić do bazy. Kiedy nagle podeszli i wszystkich trafiliśmy. Było śniadanie a potem graliśmy sobie w paintball. oczywiście zajęty myśleniem o śniadaniu, kolega Mateusz, przegapił kilka godzin trwającą grę terenową Demokracja (przyp.red.) Po grze dostaliśmy pyszne, chyba spaghetti, zrobione przez naszego ukochanego druha oboźnego. P贸źniej był kominek na kt贸rym były bardzo śmieszne kabarety. Oglądaliśmy horror, chyba bo spałem. Po filmie dostaliśmy 30 minut Wolnego i wkurzaliśmy (Mielcar, Albert i ja) Turbana kt贸ry pr贸bował zasnąć przez tych upojnych 30 minut. Następnie musieliśmy wyjść w las i szukać świetlik贸w do kt贸rych była przyczepiona po jedna laleczka voodoo (taka jak na filmie) z kodem kt贸ry trzeba było spisać. Nam się udało. P贸źniej wysłano nas pojedynczo do jakiejś wielkiej piwnicy (większa chyba od mojego mieszkania) i musieliśmy się podpisać kartce, ale po drodze ktoś nas straszył. W moim przypadku był to Wojtek kt贸remu się udało. Po tym wyczynie udaliśmy się spać. Wreszcie bo była jakaś druga może trzecia w nocy. Tego
dnia, o dziwo, Wojtek był łaskawy i dał się nam wyspać. Śniadacie było niezbyt dobre, bo nie lubię jedzenia z puszek. Po śniadaniu był czas na posprzątanie bazy i spakowanie się. Po wyjściu przed bazę dowiedzieliśmy się, że mamy pociąg za 5 godzin. Ale musieliśmy przejść 23 kilometry. Po może jakichś 3 km Marysia zaczęła symulować astmę ale przeszła dalej 2 kilometry skąd podwi贸zł ją Wojtek, a p贸źniej wysadził ale woził jej plecak. Ale i tak wymiękała. P贸źniej Wojtek dał Radkowi kierownice do auta i nas poprowadził z buta. Jak dla mnie to było niezbyt fajnie. Po drodze zgubiliśmy Klopsa, ale o nim dopiero nam się przypomniało 1 godzinę p贸źniej. Podczas przerwy Korwel zaczął pyskować do Gośki z wilk贸w kt贸ra jest rzekomo druhną. Musiał zrobić aż 20 pompek (ja bym nie zrobił za bardzo zmęczony byłem) i poszliśmy dalej. W końcu udało się załapać na taxi-ursus. Chomik leżał na mnie a ja na jakiś nogach więc było wygodnie. Dojechaliśmy do stacji gdzie nie zdążyliśmy na pierwszy pociąg i musieliśmy poczekać jeszcze godzinę. Była beka zlizałem Aureli z plec贸w nutellę ale trzeba był ją trzymać żeby nie uciekła. Weszliśmy do pociągu jechaliśmy, był nawet luz ale jak się przesiadaliśmy to był tłok i tak jechaliśmy, aż do Bania, a stamtąd mieliśmy autobus. Wilki miały zafundowany bilet ale my nie. Ja, za pożyczenie od Turbana 2,10 zł musiałem oddać 3zł. Lekka prowizja. Tym autobusem dojechaliśmy tam
gdzie chcieliśmy. I się skończył nasz biwak.
Mateusz "Białas" Święc
|