news | o nas | galerie & relacje | nasze wyprawy | tramping | stopnie | sprawno¶ci | symbolika | gry & zabawy | piosenki | kontakt | forum

Wêdrowny Obóz ¯eglarski - Wielkie Jeziora Mazurskie, lipiec 2003,

strona 1/1

|

miałem trochę lat, kiedy przyszedł silny wiatr, na mym ciele kapok był
Wojtek też się bal, jakby przyszedł wielki szkwał, woda przelewała się
z miecz został wiór, w głowie mln różnych bzdur i ja też bałem się
keja bóg wie gdzie, Uzi denerwuje się, szot paznokieć złamał jej
wiater żagle rwie, maszt powoli łamie się, a ja wciÂ?ż chciałem żyć

było nas 6, w każdym z nas inne krew, ale jeden przyÂ?wiecał nam cel
za parę chwil być stÂ?d o kilka mil czy uda się
błysnęło znów jak w najgorszym ze snów, jakiÂ? człowiek za burtÂ? już jest
ratujmy go szybka rufka i go, do brzegu z nim
przed portem lok pysiom porwał się fok, nasze wanty puÂ?ciły już też
keja tuz tuż nie boimy się już, cieszymy się

(słowa piosenki obozowej Â?piewanej na melodię Autobiografii)

SpotkaliÂ?my się na dworcu w Gdańsku-Oliwie. Na obozie pływaliÂ?my na dwóch łÃ³dkach. W skład załogi jednej z łÃ³dek (Sasanka 620 â?? "Okowita") wchodziły takie osoby jak Â?wistak, Szypuła, Pysiu, Piotrek. Natomiast na drugiej (Tango 780s â?? "Tarantula") byli Wojtek, Paweł, Radek, Uzi, Mułek i Wojtek "2".
PływaliÂ?my po całych Mazurach. ZaczynajÂ?c od Giżycka do Mikołajek, a potem z powrotem do Węgorzewa i na koniec znowu do Giżycka. Zabawy przy tym było dużo. ZwiedzaliÂ?my bunkry Dowództwa Naczelnego Wehrmachtu i przepływaliÂ?my koło wyspy kormoranów. Najlepsze były obiadki, w szczególnoÂ?ci pierwszy. MusieliÂ?my jeÂ?ć leczo. Gdyby nie to, że Paweł i Mułek prawie nie wymiotowali, byłoby wszystko w porzÂ?dku. Był też rozgotowany makaron, pulpety, pulpety i jeszcze pulpety.
Podczas rejsu nie mogło się oczywiÂ?cie obejÂ?ć bez wyrzucania ludzi za burtę. A bardzo łatwo się domyÂ?lić, kto dla zabawy robił takie "fajne rzeczy". Wszyscy nauczyliÂ?my się nazw lin i żagli. ObsługiwaliÂ?my silnik, co niestety dopiero pod koniec obozu, było ulubionÂ? czynnoÂ?ciÂ? Pawła na pokładzie*.
Nie odbyło się też oczywiÂ?cie bez zniszczeń na łÃ³dkach. Na pierwszej, gdzie kapitanem był Pysiu porwał się fok (przedni żagiel), urwała się wanta (metalowa lina podtrzymujÂ?ca maszt). Natomiast na drugiej, gdzie kapitanem był Paweł** też poszła wanta i ukradzionÂ? Â?rubę od silnika.
Pod koniec obozu "pysie" narzekały na brak żywnoÂ?ci. Minimum co 30 minut wołali o jedzenie, aż w końcu się skończyło.
Na chwilę wpłynęliÂ?my na największe jezioro w Polsce Â?niardwy. Była tam też mała przygoda z jedzeniem (na "Tarantuli"). CoÂ? zaczęło brzydko pachnÂ?ć, więc Mułek przeszukał szafkę z jedzeniem, żeby zobaczyć od czego taki zapach. Znalazł jednÂ? zepsutÂ? konserwę, poszła za burtę. Z drugÂ? stało się to samo. Spokojni o zapach pływaliÂ?my dalej. Jednak Â?mierdziało nadal. W końcu okazało się, że to słoik z bigosem się rozbił i inne puszki po prostu "nasiÂ?kły" tym zapachem.
Obóz trwał 2 tygodnie i podejrzewam wszystkim dostarczył wielu wrażeń. W następne wakacje mamy w planach wyjazd gdzieÂ? za granice, oczywiÂ?cie też na żaglówki. Marzy nam się Grecja.

Paweł Szajrych

*/ ulubionÂ? dla Pawła, mniej ulubionÂ? dla reszty załogi i sÂ?siadów w porcie w Sztynorcie
**/ przez cały obóz wydawało mi się, że to ja dowodziłem tÂ? łÃ³dkÂ?, ale jak widać byłem w błędzie, trzeba przyznać kapitanowi, że maskował się znakomicie na swojej funkcji
(wyszystkie przypisy W.M.)

Copyright by Wojciech Murawski