|
Śnieżysko Wygonin, grudzień 2005
strona 1/1
|
Zdjęć mało i (delikatnie m贸wiąc) średniej jakości :/ ale za to kr贸tki filmik. Może wkr贸tce będzie relacja i właściwa "produkcja".
Filmik możecie znaleźć tutaj.
Zaczęło się nieciekawie. Spotkaliśmy się na dworcu PKS w Gdańsku i po kilkunastu minutach zobaczyliśmy nasz środek transportu - PKS w kt贸rym ledwo się zmieściliśmy.
Po dw贸ch godzinach nużącej jazdy w ciasnym autobusie dojechaliśmy do Starej Kiszewy niedaleko Kościerzyny. Stamtąd mieliśmy około czerech kilometr贸w do Wygoninia. Po jakiejś godzinie marszu, spowolnionego strzelaniem petardami, spotkaliśmy się z resztą grupy, kt贸ra przyjechała samochodem do bazy.
Po przybyciu poszliśmy do lasu po drewno do kominka, a p贸źniej oglądaliśmy film wyświetlany rzutnikiem. Następne kilka dni minęło na kuligu za samochodem(z tego co pamiętam dwanaście sanek za samochodem i średnia prędkość 40 km/h). Kulig był super! Jazdę nieco utrudniał śnieg kt贸ry leciał na twarz oraz Białas, kt贸ry co chwile spadał z sanek i trzeba go było omijać, a następnie zatrzymywać się i czekać aż uda mu się wr贸cić na miejsce. Dni mijały na licznych zabawach w lesie, kręceniu filmu i oglądaniu film贸w na rzutniku do p贸źnej nocy. Powodowało to og贸lne niewyspanie następnego dnia.
Na początku film miał być o Yeti co nie spodobało się og贸łowi. P贸źniej wymyśliliśmy, że będzie o grupie komandos贸w. Skończyło się na grupie ratunkowej ratującej zakładnik贸w (zakładniczkę). Niekt贸re sceny jak na przykład desant z samochodu czy strzelanie bazooką zrobioną z rakiety i kawałka rury wyszły bardzo fajnie. Niestety scenariusz nie był zbyt dobrze dopracowany ponieważ niejaki Kosiara chciał żeby wszyscy się go słuchali, a w rezultacie wszystko się pomieszało. No ale postrzelał sobie z ,,bazooki'' więc był zadowolony a my uczyliśmy się skakać z jadącego samochodu, więc też byliśmy w dobrym humorze.
Pewnego dnia, koło 23 w nocy zostaliśmy podzieleni na 2-3 osobowe grupy i pokolei wywiezieni do lasu. Nie mieliśmy pojęcia gdzie jesteśmy, bo w czasie drogi mieliśmy zasłonięte oczy. Po kilkunastu minutach jazdy zostaliśmy desantowani i zostawieni z mapą w lesie. Moja grupa miała szczęście - mieliśmy Jasia kt贸ry znał teren i gdy rozpoznał miejsce szybko doprowadził nas do bazy. Od wyjścia z bazy do powrotu mojej grupy minęło 30 minut. A innym ta gra zajęła nawet kilka godzin.
Przed sylwestrem większość os贸b wyjechała ale zostaliśmy my (Kawiak, Major, Wojtek no i ja). Oglądaliśmy filmy a p贸źniej strzelaliśmy petardami. Następnego dnia wr贸ciliśmy samochodem przy okazji jeżdżąc trochę po lasach. Śnieżysko było bardzo udane i chętnie pojechałbym jeszcze raz!
Alex Adamski
|