|
Zielony Beret, październik 2005
strona 1/1
|
W październiku 2006 roku odbyła się kolejna edycja Zielonego Beretu. Uczestnikami byli: Kosiara, Radek, Arczyn, Kogut, Strahlu i ja. Wszyscy pełni optymizmu na zdanie beretu.
Pierwszym zadaniem było zjedzenie pizzy w ciągu 15 minut. Arczyn o mało co by się nie zmieścił w czasie, ale udało się. Naszym kolejnym zadaniem był bieg kt贸ry miał doprowadzić do wydalenia pizzy. Tylko pizza Radka opuściła żołądek. Dalszym etapem zadania był bieg dokoła jeziora 30 razy (około 35 km). W międzyczasie były przysiady z podskokami na kt贸rych odpadli Arczyn i Kogut. Wyczerpani i w stanie śmierci klinicznej mieliśmy dostać się na dworzec kolejowy w Rębiechowie. Na stacji dowiedzieliśmy się, że mamy wysiąść w Babich Dołach i ukryć się obok w lesie. Mieliśmy wyjść z niego na um贸wiony sygnał kt贸rym było wywieszenie flagi na dworcu. Źle zrozumieliśmy polecenie i nie wyszliśmy na czas co skończyło się lekkim ochrzanem. Następnym zadaniem był marsz z bardzo ciężką skrzynią według mapy, a po drodze było przechodzenie przez lodowatą wodę. W czasie marszu odpadł Strahlu i zostało nas troje. Na koniec marszu był bieg w maskach przeciwgazowych. Na nim odpadł Radek. Ja i Kosiara zostaliśmy przewiezieni na g贸rę Wieżyca. Tam zjechaliśmy z wieży widokowej i biegaliśmy od podn贸ża g贸ry do wieży i z powrotem. Jako uzupełnienie zadania mieliśmy ułożyć 500 sztuk puzzli w temperaturze poniżej zera w ciągu godziny. Do układania dostaliśmy kubek gorącej kawy. Ułożyliśmy chyba tylko 10 sztuk. P贸źniej musieliśmy biec za samochodem i łapać wypadający prowiant kt贸ry był naszą kolacją. Potem pchaliśmy Patrola (2,5 tony) na dystansie około 3 km . Po tym zadaniu zostaliśmy zawiezieni nad jezioro. Musieliśmy wejść do wody na wysokość kolan i kucnąć. Woda była bardzo zimna. To było nasze ostatnie zadanie, tylko oczywiście my o tym nie wiedzieliśmy. Na koniec wylądowaliśmy na plaży, tam Wojtek kazał nam włazić do wody. Ale najpierw zapytał nas czy rezygnujemy, ale my, oczywiście nie odpadliśmy. To z tym wejściem do wody to był żart Wojtka.
To był już koniec beretu, zdaliśmy go, Kosiara i ja. Nigdy się tak nie cieszyłem.
Maciej 'Major' Wesołowski
|